poniedziałek, 25 marca 2013

The Face Shop, Natural Sun AQ Power Long-Lasting Sun Cream SPF 45 [super antioxidant with acaiberry]

Wczorajsze przypomnienie o rozdaniu otwiera w tym miesiącu blok nt. azjatyckiej pielęgnacji skóry. Dzisiaj słów kilka o jednym z filtrów dostępnych na koreańskim rynku.


Opis producenta:

Delikatny filtr z naturalnymi ekstraktami roślinnymi, takimi jak rabarbar, orzechy arganowe i ekstrakt z modraka morskiego. Dzięki przełomowej technologii, łączy w sobie najlepsze cechy - doskonałą ochronę przed słońcem i lekką formułę z efektem Optymalnego Rozproszenia Światła. Filtr zapewnia 24 godzinną ochronę przed słońcem. Jagody Acai są silnym antyoksydantem. Wodoodporny. Bardzo lekki. Może służyć jako baza pod makijaż dwukrotnie przedłużając jego trwałość.

Tradycyjnie zacznę od opakowania :)
Filtr znajduje się w zgrabnej, całkiem sporej tubce ze srebrną, szeroką nakrętką, która umożliwia jego stabilne postawienie na wieczku. Do tego pudełko z instrukcjami po koreańsku i angielsku. Tubka ergonomiczna, dobrze leży w dłoni. Kolorystyka, złota, "bogata", przykuwa oko. Pod nakrętką znajduje się precyzyjny aplikator w formie "dziubka" z niewielkim otworem na końcu. Dzięki niemu kosmetyk dozuje się bardzo wygodnie :).


Filtr ma formę emulsji o piaskowo-różowo-mlecznym zabarwieniu. Jest bardzo jasny. Przyjemnie pachnie, choć nie do końca jestem w stanie sprecyzować tę woń. Przypomina mi trochę podobny produkt z Apivity, o którym pisałam już na blogu :) - czyli mokry piasek na morskiej plaży, a przynajmniej tak mój mózg go kojarzy :D.

Konsystencja emulsji wydała mi się ciut gęsta, daje wrażenie treściwej. Pewnie dlatego, że zostawia na powierzchni skóry specyficzny film- trochę tępy, ale jakby nie tłusty. Wyjątkowy ;). Z rozsmarowaniem raczej nie ma problemu, chociaż trzeba uważać na ilość, bo w miejscach, gdzie nałożymy go grubiej może się uwidocznić i zostawić jaśniejszą plamę. Tlenki mają to do siebie, że osiadają na powierzchni skóry i mogą odkładać się w zmarszczkach lub zostawiać smugi. Filtry na bazie mineralnej często pozostawiają po sobie niepożądany efekt w postaci białej powłoczki, odznaczają się też na linii włosów. Tutaj [przy założeniu, że użyjemy umiarkowanej ilości] nie ma takiego efektu. Biel składników mineralnych jest nieco złagodzona przez dodatek pigmentów, a sam filtr przyjemnie rozjaśnia koloryt i odrobinę go ujednolica, jednocześnie pozostając niewidocznym.


Jak pisałam wyżej, pozostawia na skórze jakby tłustawą powłoczkę, która jednak w niczym nie przypomina "klasycznego" natłuszczenia. To taka przyjemna, puszysta kołderka, która otula skórę ochronną warstwą. Idealny na zimę :). Na czole daje satynowy efekt, natomiast na policzkach kosmetyk wchłania się do matu, choć pod palcami ciągle czuję specyficzną fakturę. Jest odżywienie, nawilżenie i ochrona.

Zauważyłam, że z powodzeniem mogę stosować go pod oczy, bo nie wywołuje ich podrażnienia. Nie zapycha porów, nie zauważyłam innych reakcji niepożądanych.
Filtr jest również trwały. Do tego w sobie tylko znany sposób, magicznie absorbuje sebum. Kiedy wieczorem dotykam czoła widzę, że co nieco się tam zebrało, bo opuszki palców "lśnią" bezlitośnie pokazując prawdę. Ale jednocześnie skóra wygląda całkiem przyzwoicie jak na taki stan ;) i nie mamy tu do czynienia z efektem patelni, typowym przy innych filtrach czy choćby zwykłych kremach..


Choć nie należę do maniaczek filtrowych [a te dostępne w drogeriach czy aptekach wręcz są zniechęcające przez swoją tłustość] i używam blokera raczej tylko kiedy muszę, to po te azjatyckie sięgam z prawdziwą przyjemnością i komfort ich używania oceniam dużo lepiej.
Nie wiem, jak spisałby się w lecie [mam mieszany profil cery, mógłby być za ciężki], jest to natomiast bardzo przydatny produkt na chłodniejsze dni.
Z uwagi na czas używania [zima] nie jestem w stanie ocenić jego właściwości ochronnych - wybaczcie :o

Cena: ok 65 zł / 50ml

10 komentarzy:

  1. nie lubię filtrów, a intensywnie się kwaszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie ze względu na kwasy używam filtrów. Staram się więc ten proces maksymalnie uprzyjemnić :) Testowanie koreańskich filtrów to takie dwa w jednym, bo i ochronę mam i testuję, a przy okazji znajduję prawdziwe perełki, do których miło wrócić w razie czego :]

      Usuń
  2. Pomalutki przymierzam sie do zakupu filtra (apteczne niestety mnie zapychały). Mam nadzieję, ze opiszesz tez inne azjatyckie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie na pewno :) W kolejce Missha i Innisfree :)
      I naprawdę polecam te azjatyckie, o niebo lepsze niż to, co u nas :o

      Usuń
  3. Również nie jestem wielką miłośniczką filtrów przez ich konsystencję. Ten Twój ma eleganckie opakowanie ;] Szkoda, że słoneczka ostatnio tak mało i nie udało się sprawdzić realnych właściwości ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mi jeszcze zostało, więc może jeszcze potestuję na słońcu :) Chociaż akurat latem lubię mieć opaleniznę :), będę jednak starała się osłonić moje przebarwienia, aby nie pogłębić efektu.

      Usuń
  4. Ja testuję intensywnie filtr 50+ SKIN79, mój pierwszy azjatycki i na pewno nie wrócę już do "naszych".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne są, prawda? Z dostępnych u nas jedynie Bioderma AKN Mat dawała jakoś radę, ale już ją zepsuli obniżając SPF, więc nawet nie ma w czym wybierać.

      Usuń
  5. Zaniedbałam się w zimie z filtrami, choć mój krem i podkład miały spf 15, więc pocieszam się, że jakaś ochrona była :) zamierzam powrócić do stosowania czegoś ''intensywniejszego'', kiedy słońce zacznie gościć częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem może skusisz się na coś z Korei?

      Usuń