wtorek, 16 kwietnia 2013

Bielenda, Ogórek&Limonka, 3w1, Żel myjący+peeling+serum

Dawno, dawno temu zdarzyło się tak, że w moje ręce wpadł żel do cery tłustej i mieszanej marki Bielenda. Produkt spodobał mi się na tyle, że skusiłam się na jego kolejne opakowanie Potem postanowiłam sięgnąć po niego po raz trzeci i... srodze się zdziwiłam, bo okazało się, iż wersja, którą chciałam nabyć niestety została wycofana i zastąpiona inną :(. Po raz kolejny miałam dowód na to, że nade mną wisi jakieś fatum. Co znajdę jakąś perełkę, to producent przy niej majstruje lub ją wycofuje...

Enyłej, raz kozie śmierć ;), postanowiłam skonfrontować ze sobą wersję starą i nową... kto wie, może nowe wcale nie będzie gorsze [jak to niejednokrotnie już można było się przekonać...] i zostanie chlubnym wyjątkiem od tej niedobrej reguły?
Przeczytajcie recenzję, a się dowiecie :)


Opis producenta:

Dzięki nowatorskiej formule zastępuje trzy produkty w osiągnięciu idealnie czystej i gładkiej skóry twarzy oraz całego ciała. Można go stosować jako żel myjący, peeling lub serum. Żel dokładnie oczyszcza, odświeża, usuwa makijaż i nadmiar sebum. Peeling delikatnie złuszcza i odblokowuje pory. Natomiast serum skutecznie matuje skórę. Preparat łagodzi podrażnienia i zmiany trądzikowe, rozjaśnia przebarwienia. Nawilża, nie wysusza skóry.


Opakowanie... Ma formę standardowej, sporej tubki z miękkiego plastiku z zatrzaskowym wieczkiem. Szata graficzna miła dla oka, nawiązuje do nazwy serii i optymistycznie nastraja [ach ta zieleń ;)]. Przestrzeń bez nadruku pozwala kontrolować zawartość w środku - nie trzeba się gimnastykować, aby zobaczyć, ile produktu zostało do końca ;)
Nie wiem, czy tylko moje opakowanie miało feler, czy wszystkie takie są - po otwarciu nie mogłam ponownie dokładnie zamknąć wieczka. Przez to stało się ono nieszczelne i nie mogłam postawić kosmetyku w pionie. Inna kwestia - otwór dozujący jest bardzo mały [zwłaszcza jak na żel z peelingiem] i trzeba się trochę posiłować, aby wydostać zawartość ze środka.


Sam kosmetyk ma postać jasnozielonego, raczej rzadkiego żelu i znajdziemy w nim różnej wielkości drobinki. Bardzo drobne są prawie niewidoczne, te większe mają odcień ciemnej zieleni. Zapach przyjemny, orzeźwiający, cytrynowy [acz trochę chemiczny].


Przejdźmy do działania :), w końcu to najważniejsze :)
Powiem szczerze, że kosmetyk mnie zaskoczył. Aby dokładnie umyć twarz potrzebuję całkiem sporej ilości w porównaniu z pianką Misshy, która rozpieściła mnie minimalizmem. Taka solidna "plama" wielkości pięciozłotówki albo nawet ciut większa, a mimo to żel jest bardzo wydajny. Używam go już czwarty miesiąc [raz dziennie], choć spodziewałam się, że sięgnie dna po dwóch. Żel pieni się słabo, raczej zostawia na skórze taką delikatną powłoczkę, bez bąbelków. Zauważyłam, że jeśli mam na twarzy makijaż [BB Cream] pierwsze mycie nie do końca pozbywa się całości zanieczyszczeń. Muszę dołożyć niewielką porcję, aby żel dokładnie wszystko umył, albo wycisnąć na dłoń więcej niż zwykle.
Z początku myślałam, że codzienny peeling to za dużo dla skóry twarzy. Jednak drobinki zatopione w żelu są naprawdę na tyle delikatne, że nie szkodzi to cerze. Nie zauważyłam, aby moja twarz stała się bardziej wrażliwa czy podrażniona od tego zabiegu. Wręcz przeciwnie, taki peeling bardzo dobrze wpłynął na jej stan. Po myciu jest mile przyjemnie odświeżona, czysta i gładziutka. Aż miło dotykać :) Zabieg na bieżąco usuwał suche skórki, które pojawiały się podczas stosowania toniku z kwasem jabłkowym.
Przy dłuższym stosowaniu żel może trochę wysuszyć naskórek, zatem obietnice o nawilżeniu są na wyrost. Nie wiem, czy rozjaśnia przebarwienia, bo na tym polu działam szerokim wachlarzem środków. Z działaniem matującym też bym polemizowała ;), bo zaraz po umyciu skóra owszem, jest matowa, ale efekt nie trwa zbyt długo.
Nie stosowałam kosmetyku w roli serum.

Na koniec skład oczywiście :)
SLeS'owy [więc nie każdemu przypadnie do gustu, chociaż mi to nie przeszkadza], ale tragedii nie ma, sporo wartościowych składników przed konserwantami ;)


Cena: 12-15 zł / 150g

2 komentarze:

  1. Widziałam go na półce u mojej siostry :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem jak sprawdziłby się u mnie :D

    OdpowiedzUsuń