niedziela, 16 czerwca 2013

Carma Laboratories, Carmex Lip Balm Original [nawilżający balsam do ust - wersja w słoiczku]

Od zawsze zimową porą mam problem z ustami. Ani kremy, ani miód, ani olejki [np. kokos] ani pomadki ochronne nie są w stanie zapobiec pierzchnięciu, wysychaniu i pojawieniu suchych skórek. Swego czasu w miarę dobrze działał duet: pomadka Yes to Carrots + płynny błyszczyk Joanna [chociaż swoją drogą straszny klajster z niego był], ale potem zgubiłam i jedno i drugie, więc problem powrócił.

Na przekór zachwytom, bardzo długo opierałam się zakupowi tego kosmetyku, ale w końcu uległam dobrym radom i postanowiłam spróbować.


Opis producenta:

Cierpiący z powodu spierzchniętych, popękanych ust Alfred Woelbing wynalazł w USA we wczesnych latach 30-tych dwudziestego wieku balsam do ust Carmex. Rodzina Woelbing do dziś prowadzi firmęm a Carmex stał się jednym z najbardziej cenionych na świecie balsamów do ust.

Unikalna receptura balsamu Carmex zawiera specjalne składniki, które powodują klasyczne uczucie mrowienia dające znać, że Carmex działa skutecznie, kojąc, nawilżając i chroniąc spierzchnięte, popękane usta.
Wypróbuj go i przekonaj się, dlaczego jet on ulubionym balsamem gwiazd z Hollywood oraz specjalistów od makijażu na całym świecie.

Wskazówki: Nałożyć obficie tak często, jak jest to konieczne. Nałożyć ponownie po jedzeniu i piciu. Szczególnie wskazane jest użycie przed i po oddziaływaniu słońca, wiatru lub niskich temperatur. W celu odbudowy i utrzymania nawilżenia, należy stosować przed i po nałożeniu pomadki do ust oraz po pływaniu.

Tylko do użytku zewnętrznego. Unikać kontaktu z oczami. Nie stosować u dzieci poniżej 3 roku życia.


Balsam opakowany jest w niewielki, plastikowy słoiczek z metalową nakrętką. Dodatkowo posiada plastikową wytłoczkę, dzięki czemu mamy 100% pewności, że nikt przed nami go nie otwierał. Ma postać zbitej, żółtej, lekko transparentnej masy - jest jak wazelina [i po części nią też właśnie :P]. Do naszych nozdrzy trafia przyjemny zapach mieszaniny mentolu, kamfory z nutą wanilii.
Konsystencja, choć zbita, nie sprawia problemów podczas aplikacji, gdyż bardzo szybko mięknie i topi się pod wpływem ciepła skóry. Natomiast kłopotliwe może być samo wydobycie balsamu, bo nie dołączono żadnej szpatułki lub innego akcesorium. Skazane jesteśmy więc [najczęściej] na własne palce, co mocno obniża higienę stosowania. Sama początkowo smarowałam usta bezpośrednio ze słoiczka [wiem, dziwne :P], potem przerzuciłam się na szpatułkę, w razie W uciekając się do wydobycia odrobiny balsamu wierzchem paznokcia.
Można uniknąć tych niedogodności - producent wyszedł naprzeciw potrzebom wypuszczając na rynek wersję w tubce. Aczkolwiek czytałam, że nie jest aż tak skuteczna jak słoiczek. Sama nie testowałam, może kiedyś jeszcze się skuszę...

No dobra, dość spraw "technicznych", czas na wrażenia z działania.
Powiem wprost - już w chwilę po pierwszej aplikacji w mojej głowie miałam tylko jedną myśl.
"Czemu ty durna wcześniej go nie kupiłaś ?!?"
Ulga dla moich spierzchniętych warg była natychmiastowa.
Zaraz po aplikacji towarzyszy nam uczucie chłodzenia i charakterystyczne mrowienie. O ile to drugie mija całkiem szybko, to chłód na ustach utrzymuje się dość długo. Z tego względu może nie nadawać się na kurację nocną, bo to trochę przeszkadza zasnąć ;), chociaż po pewnym czasie można się przyzwyczaić :). Odradzam użytkowanie Carmexu także podczas wyjść, gdy na zewnątrz panują niskie temperatury z uwagi na spotęgowany efekt chłodu.

W ciągu trzech dni wyleczyłam się niemal kompletnie z problemu, któremu nie dawały rady inne specyfiki do ust. Suche skórki zniknęły, wargi stały się przyjemnie miękkie i nawilżone. Daje natychmiastowa ulgę, goi pęknięty naskórek [a ten kłopot zimą dość często dręczy moje usta :(].
Żeby nie było zbyt słodko - efekty są tylko wtedy, gdy się balsam stosuje. Każdorazowe odstawienie powoduje zanik efektów. Dlatego stosuję go praktycznie przez cały czas jako kurację podtrzymującą. Co wieczór kładę cienką warstwę i czasem sięgam po niego w ciągu dnia. Mimo tego faktu kosmetyk starcza na baaaaaardzo długo, jest niesamowicie wydajny. Do tego ważny jest aż 24 miesiące od otwarcia, zatem mamy dużo czasu na jego zużycie :)

Skład: Petrolatum, Lanloin, Cetyl esters, Theobroma oil, Cera Alba, Paraffin, Camphor, Menthol, Salicyl Acid, Aroma Vanilin

Cena: ok 9 zł / 7,5g

Cóż mogę powiedzieć dla podsumowania - oczarował mnie :)
Słyszałam, że lepszy jest Blistex, ale i tak na podorędziu planuję mieć Carmex.
Kuszą wersje tubkowe z uwagi na komfort stosowania, ale trochę boję się niewypału.
A jakie są Wasze doświadczenia? Polecicie coś wartego wypróbowania?

10 komentarzy:

  1. Ja tez na razie smaruje bezposrednio ze sloiczka :D:D:D I czytalam ze niektorzy tez tak robia:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawie jak pomadka :) Szkoda, że słoiczek głęboki i po pewnym czasie już się tak nie da :(

      Usuń
  2. Miałam ten w tubce, męczyłam go całą zimę i w końcu wywaliłam. Śmierdział, lepił się, a efekty nie były warte tego. Nie zachęcił mnie do dalszych testów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli tubki omijać szerokim łukiem :o

      Usuń
  3. Miałam w tubce, ale mi nie odpowiadał, przerzuciłam się na sztyft - i to jest to. :)
    Zaraz poleciałam po kolejne sztuki dla siostry i mamy... Też były bardzo pozytywnie zaskoczone. Mama która wcześniej stosowała wazelinę i mówiła, że NIC kompletnie NIC jej nie pomaga na usta, była w niebie. Kolejny plus, że skutecznie chroni mnie przed tzw "zimnem" (opryszczką, jak zwał tak zwał, u mnie najczęściej atakuje usta jak się wyziębię, albo za długo będą narażone na mocne słońce). Jak już coś wyskoczy, to pomaga goić. U mnie obowiązkowo w kieszeni czy torebce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opryszczka też niestety od czasu do czasu mnie nęka. Dzięki za informacje, warto wiedzieć, że ten kosmetyk może pomóc ;)

      Usuń
  4. nie mialam nic z carmex
    narazie mam spore zapasy z nivea
    ale kiedy napewno kupie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dla odmiany nie miałam balsamów do ust z Nivea :)
      Teraz w kolejce czekają jeszcze pomadki L'Biotica.

      Usuń
  5. Ja też byłam zachwycona po zużyciu pierwszego słoiczka. Jakieś dwa miesiące po zaczęciu nowego zrobił mi straszliwą masakrę na ustach, która skończyła się lataniem po dermatologach;(. Nie chcę cię zniechęcać, ale po prostu uważaj z nim;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łooooo, dzięki za ostrzeżenie.
      Wiadomo, co było przyczyną takiej zmiany reakcji?

      Usuń